wigilia, studzienka

przed gwiazdką jak zawsze. smerek, który przyprowadza do domu matko, co roku wyższy. świerkowy wianek na ścianie, tym razem nawet dwa. hossa chlebowa- od wtorku wyrastało w lodówce sześć bochenków, część przyjechała ze mną pociągiem do kotliny kłodzkiej, pozostałe spędzą święta na wschodzie. pieczenie ciastek- w tym roku kruche z syropem klonowym i orzechami laskowymi od nigela slatera („kitchen diaries”, tom trzeci) i ciastka z masłem orzechowym z książki „tartine bread”, te były podarkiem dla mateusza. nasza wigilijka, tym razem okołofrancuska. a później pociąg wczesnym rankiem, wśród toreb pachnących chlebem.

 

schyłek grudnia też jak zwykle- wichury, wieje wiatrem i deszczem. ubieram się na spacery w golf, dwa swetry i wielki płaszcz. las skamle i zawodzi, nad górami sine niebo. w domu kominek, lampki na pękatym świerku.

 

życzę wam w ten nieodmienny, ograny czas jakiejś nowości przeżycia, to ważne i zdrowe. zalecam deklarację świąteczną mikołajewskiego (jego profil na fejsbuku)- najchętniej posyłałabym ją zamiast „życzę”.

 

a.