8 sierpnia, wtorek, wiatr

przemyślniki: dwa brzegi to mój ulubiony festiwal, więc tym bardziej mi niemrawo, że film zajmuje mnie coraz mniej. mam trudności z wysiedzeniem i z uważaniem, niczego właściwie nie przeżywam, nic nie zostaje mi w głowie. w ubiegłym roku chodziły opinie, że rok był słaby; dziś nie umiem powiedzieć, czy słaby jest rok, czy ja. widziałam trochę świeżynek z europejskich festiwali, coś sprzed lat i zbyt słodki dokument o krakowskiej pwst, a i tak najbardziej podobał mi się mikołajewski w mięćmierzu i osiemnastominutowy filmik dokumentalny lindsaya andersona z 1967 roku („raz, dwa, trzy”) kręcony w warszawskiej szkole teatralnej, z młodziutkim i śpiewającym fronczewskim oraz równie młodziutkim i tańczącym andrzejem sewerynem, to było wzruszające.

poza tym na wschodzie bez zmian- malwy, pierogi po lubelsku, kasza gryczana ze skwarkami i twarogiem, dużo wina i dużo słońca. codziennie rano znad kawy widoczek na zamek i trzy krzyże. te same co zwykle miejsca, buzie, radości i złości, ten sam zapach rozgrzanego drewna. komfort i radość takiego przeżycia.

 

jadłospis: placki z cukinii, pizza i lody (pistacjowe z prażonymi pistacjami, migdałowe z migdałami i laskowe z laskowymi- deser dla mnie) w nolio, curry z połową warzyw z hali targowej (to dzisiaj), naleśniki z jagodami i z sosem z jagód. w sobotę piknik w parku bednarskiego- humus (amamamusi) i falafele (mazaya) na kocu w kratę, na deser wybitne w mojej opinii lody z lodowej manufaktury- malina z mascarpone i jogurt z sezamem, idealne, zjedliśmy też dokładkę. potem sporo wina na mostowej. w niedzielę zdjęłam z półki „jerusalem” yotama- więc pieczony kalafior z sosem z tahiny i fattoush. ugotowałam zupę wiśniową, z laską wanilii i cynamonu, z goździkami, tłustą śmietanką i lanymi kluskami- pyszna, myślę o mamie, moja mama jest królową zup owocowych. mamy też ciasto- to jak las nigela z owocowego tomu „tender”, jak zwykle zamiast jeżyn wsypałam czarne porzeczki, a zamiast orzechów laskowych- włoskie. ciasto mojego życia.

 

czytanki: wczoraj odniosłam do biblioteki „miłość” toni morisson (niezłe, dlaczego nikt jeszcze tego nie sfilmował?) i rozmowę z tadeuszem konwickim („pamiętam, że było gorąco”). konwicki to nigdy nie był mój pisarz, ale ten wywiad jest zajmujący, dużo w nim dygata, holoubka i warszawy. na fali tych uczuć przyniosłam nawet do domu „małą apokalipsę” i zamierzam dać jej drugą szansę. czytam teraz „największe szczęście, największy ból. jarosława mikołajewskiego rozmowy z julią hartwig”- ładne i mądre. podczytuję wiersze hartwig. doczytałam dziennik osieckiej i trochę mi go brak. w plecaku zawsze mam pana samochodzika.

 

plany: konfitura z moreli, pieczenie pomidorów, mrożenie owoców na zimę, drożdżówki, wycieczka do wrocławia, placek ze śliwkami, porządki w kredensie. a później jakaś droga.

 

a.