28 lipca, czwartek

przypadkiem wyszedł mi dziś wieczorek prowansalski: na kolację- w rozszerzonym składzie, bo nocujemy dziś bunię z marco- le grand aioli, święto lata. słoik domowego aioli, cierpkiego od niezłej oliwy i czosnkowego jak należy, w którym zanurzaliśmy drobne ziemniaki pieczone z szałwią, zieloną fasolę szparagową, młodą marchew, kolby kukurydzy i wspaniałą bagietkę od zaczynowej zosi. na dodatek oliwki, kapary i rukola podlana musującym winem z usmażonymi na maśle kęsami croissanta; dwie butelki prosecco, pootwierane okna. na deser też w pewnym sensie prowansja- bo lawendowy placek yotama, w którym oprócz lawendy orzechy i morele. zamiast cykad- hejnał.

 

jutro zaczynami trzecią część wakacji- jedziemy do kazimierza na dwa brzegi. próbowałyśmy się dziś z bunią doliczyć które to nasze lato nad lubelską wisłą, siódme, ósme? w prognozach pogody jak co roku piekło na ziemi- wszyscy drżą, ja się cieszę.

na śniadanie mamy kanapki z bagietki pociętej jak ciabatta- z ricottą, pesto, pomidorami, pieczonymi pomidorkami koktajlowymi (piekłam je dziś w stu stopniach trzy godziny z okładem) i bazylią. o szóstej będę parzyła herbatę do termosu.

 

a.