27 czerwca, wtorek

Gdybym była potrawą, byłabym polentą. Albo kaszą manną, puree, no ciapą jak się patrzy. Nie wydaje mi się, żeby to obrazowało mój charakter, bo jednak sporo się awanturuję (Marcek świadkiem), ale jest to jednak moja najulubieńsza życiowa konsystencja. Wynurzenia te biorą się z faktu, że na wczorajszą kolację i na dzisiejszy obiad zjedliśmy właśnie, korzystając z tego, że powietrze ostre, polentę – raz z malinówką przesmażoną na maśle z młodym czosnkiem, a raz z bobem, szparagami, wyłuskanym świeżym groszkiem, bazylią i koperkiem. Od razu po zapisaniu poprzedniej kartki spłynęła na mnie błogosławiona wena i ugotowałam między innymi młodą marchewkową zupę (dobre sobie, łyżka stała na sztorc) z czarną fasolą, piekącą i rumianą cebulą oraz kolendrą („Jedz” Nigela), wsadziłam do pieca, wyjęłam i zawiozłam do Tolów, na zapoznanie z bobasem, pierwszy w tym roku krążek wspominanego już osiemset razy orzechowego ciasta z morelami, lawendą i cytrynowym lukrem, a natchniona tą wizytą dzień później machnęłam orkiszowe kładzione kluski z bobem, groszkiem, miętą, fetą i odrobiną twarogu, skórką z cytryny no i masłem dla poślizgu… Na dziś wróżę curry z młodych warzyw, bo czeka na mnie w domu wiązka kolendry i piękny, złoty kalafior spod Hali Mirowskiej. No chyba, że Marcek sprzeda fragment nieprzydatnego dobytku, z którego powoli i skutecznie odchudzamy kąty mieszkania, i będziemy mieli za co iść do restauracji – marzą mi się chinkali albo ta słodka i pełna mięsa brioszka z Pogromców Meatów… Widziałam też gdzieś na zdjęciach te wasze (czy też ogólnie krakowskie) lody z Dionizetti i strasznie mnie podekscytowały, bo wyjedliśmy już Haagen Dazs, a ja zdążyłam wpaść w cug. W każdym razie pewnie będzie też deser.

 

A poza doczesnością – nadmiar mimowolnych kontaktów towarzyskich, przerost tego i owego ego, wzajemna adoracja, autoadoracja, wszystko zmierza ku gorszemu, wiesz jak jest. W czwartek Sopot, w piątek Wrocław, w niedzielę dom, a potem lipiec pełen atrakcji mniej lub bardziej lokalnych. Daj Boże wolną sobotę.

 

k.