22 czerwca, drugi dzień lata, piątek

we wtorek „zapiski z wygnania” w teatrze polonia. nie sądziłam, że janda jest w stanie doprowadzić mnie do łez. od pierwszych słów duszne oczy, przy osieckiej i młynarskim strumyki łez, a dalej płakałam już regularnie do samego końca. monodram jak czołg, jak gwałtowna ulewa, ta gwałtowność i nachalność budzą nawet złość. na prawo i lewo festiwal widzów zbierających łzy z policzków, powiek, ust, szyj. i myślałam i myślę, że popis naszej reprezentacji w rosji, sine prognozy na najbliższe dni, wszystkie dobre rzeczy, jakie zjadłam w krakowie i warszawie, albo twoje wątpliwości na temat porządku usadzenia gości weselnych przy stołach, o których pisałaś mi we wtorek- myślę, że to wszystko nie ma żadnego znaczenia. żadnego.

 

a.

  • Jestem aktywistką, często stawałam twarzą w twarz z neonazistami, wchodziłam w lokalne marsze niepodległości, blokowałam nacjonalistów – i nigdy, nigdy nie czułam takiego lęku jak podczas końcowych momentów „zapisków…”. Łzy jak groch.

  • Rita Proćków

    mnie zapiski wgniotły w fotel, widziałam we Wrocławiu jaki czas temu i też płakałam