19 lutego, poniedziałek

dwa tygodnie nieprzytomnego bólu. związane z tym strachy, grube pokłady czasu marnowane na telefony, badania i szukanie ratunku. chodzę spać w godzinach, o których nigdy nie usypiałam, wstaję w porach, o których zawsze byłam już na nogach. czas siniaków w zagłębieniach łokci, poczekalni, irytacji. niewiedza, jak będzie jutro. niewiedza, jak będzie w ogóle. dawno nie byłam od siebie tak daleko. organizm, który nagle jest ciałem obcym. niespecjalnie dobrze to znoszę.

 

w przerwie od bólowania udało mi się obejrzeć kilka filmów. „trzy billboardy”, które rozbiły wczoraj bank na bafcie- bardzo sprawny film, choć raczej  do nagradzania niż przeżywania. ja jednak chodzę do kina po przeżywanie. w tym celu poszliśmy na „niemiłość” zwiagincewa, niestety bez rezultatów. wolę, gdy zwiagincew jest biblijny i ogromny, kino z zacięciem społecznym mnie nie wzrusza. w któryś domowy wieczór obejrzeliśmy „dalidę”, po licznych namowach ze strony buni, i często gra mi teraz w domu ta ścieżka dźwiękowa. choć film to zmarnowany potencjał, matko ma rację, powinien był się za to zabrać sorrentino. a ostatnio, jako prawdopodobnie ostatnia dziewczyna na ziemi bez doświadczenia w tej dziedzinie, widziałam „pamiętnik” i chyba nieszczególnie mi się podobał.

 

tydzień temu byliśmy na (późnym) wieczorku łukasza modelskiego i pawła bravo w ramach opery rara, i to były himalaje retoryczne do późnej nocy. boże, daj więcej.

 

przy łóżku mam nową część dziennika osieckiej (lata 1954-55), arcyciekawe i równie nie do wiary jak tom poprzedni.

 

w weekend byłam w polanicy, doglądać mamy po operacji. nie myślałam, że mój parszywy horoskop będzie rzutował także na moich bliskich. uzdrowisko białe i senne, mróz, scrabble i mocno niecodzienne warunki rodzinne.

 

niespecjalnie pamiętam, co jem. teraz cytrynową zupę z soczewicy heidi swanson z kolendrą i brązowy ryż z jabłkami i cynamonem. kanapki z ulubioną ricottą, kanapki z kiszoną kapustą, cheddarem i jajami na twardo. soczewicę. cykorie z grejpfrutami. wczoraj wspaniała kalafiorowa i pstrąg z oliwą z fermentowanym czosnkiem w karakterze. w zeszły weekend chili i szarlotka waleckiej. dużo ogórków kiszonych i dużo kefiru.

 

a.