17 lipca, poniedziałek

w sobotę kupiłam na targu pietruszkowym kwiaty cukinii, poprosiłam jeszcze później na hali targowej moich państwa od ziół o pęk szałwii i w porze kolacji wydałam fritti party. smażone kwiaty z wątłymi ramionami dziecięcych cukinii lubię bardzo, okazuje się, że listki szałwii w złotawym kożuszku są równie pyszne, a w ogóle- co za pomysł! przepis na lekkie jak chmura ciasto  pożyczyłam od rachel roddy  („five quarters”), przeczytawszy uprzednio z dużą radością cały przyroździalik traktujący o smażeniu w głębokim tłuszczu. do półmiska smażonych kwiatów i ziół- oprószonych skórką otartą z cytryny i parmezanem- zgodnie z sugestiami rachel otworzyliśmy ostatnią butelkę musującego rose z węgierskiej winnicy kristinus. w rolach drugoplanowych wystąpili pieczony pęk młodej marchwi z oliwą bazyliową oraz sałaty i zioła z truskawkami i wyrazistym, winnym winegretem. polecam, świetna zabawa.

 

z innych radości- domowy chleb, masło i malinówki, pierwsze naleśniki z twarogiem i jagodami, drożdżówki z wiśniami, malinami, czarną porzeczką i ricottą, lody z orzechów laskowych nocciola tonda gentile trilobata (serio)- wyjątkowo udane, wycieczka rowerowa do puszczy niepołomickiej, cudny czarny staw pośród lasów i ważki wielkie jak pięść, zapach sosen, ciepłego drewna, grzybów i środka lata. telefon do i od basi- myślę ostatnio o tym, jak to ładnie mieć przyjaciół, do których wciąż jeszcze trzeba zadzwonić lub napisać żeby dowiedzieć się gdzie są, z kim i co robią, bo w nosie mają twittery, instagramy i fejsbuki. uważam, że to cudowne. myślę też, że oni naprawdę potrafią żyć naprawdę.

 

w sobotę zmarła julia hartwig. smażyłam kolejną partię powidło-konfitury z pieczonych truskawek (syrop klonowy, ocet balsamiczny, porto) i ostro smuciłam się na ten temat. w ogóle smażenie konfitur i smutek to ładny duecik, do twarzy mi w tym. później, przed snem, czytając biogram i listę dokonań artura międzyrzeckiego, znalazłam wśród litanii tytułów napisaną do spółki z hartwig bajkę „przygody poziomki”, i przypomniała mi się winylowa płyta z przygodami zając poziomki, której ze sporym zacięciem słuchałam w dzieciństwie. znasz „zająca poziomkę”?  matko pokazał mi, jak wyglądał ten mój zając, nie spodobał mi się; potem oglądaliśmy kulfona i monikę, pana tik taka, a na końcu baltazara gąbkę. okropne! z tego wszystkiego wciąż ładny jest tylko smok baltazar.

 

na koniec donoszę, że na youtubie można zobaczyć kilka nowych wywiadów z nigellą, ja uwielbiam, jak ona mówi. ponadto z życia ucha- jestem ostatnio dość mocno przylepiona do radia bbc 4, dziś na przykład wysłuchałam odcinka powieści „the archers”, relacji z londyńskiego festiwalu muzycznego, rozmowy z jakimś specem od demokracji o demokracji, serwisu informacyjnego o dziewiątej wieczorem, a po serwisie była audycyjka o kosie (z cyklu „natural histories”), czytano między innymi wiersze brechta, seamusa heaney i adama zagajewskiego z tym ptakiem w roli głównej. wspaniałe!

 

a.